.

Wenecja, Bolonia, Modena,
Florencja, Rzym, Watykan

Wycieczka turystyczno - zawodoznawcza
Włochy - 2018

Odwiedziny
 


  Zacznijmy od mapy...









 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Fotografowali wszyscy
wykorzystano zdjęcia autorów:
Marcin Bławat
Eugeniusz Sak
Mikołaj Tepka
Ireneusz Kulczyk

 

Dwunasta wycieczka zawodoznawczo-turystyczna zorganizowana przez dr inż. Tomasza Kałaczyńskiego
powiodła do Republiki Włoskiej.

            To była wycieczka z kilkoma ciekawymi szczegółami. Włochy są Polakom dość dobrze znane, ale nasza młodzież jest w wieku poznawania świata. Miejsca, które odwiedzaliśmy nie są zwykle przeznaczone dla szerokiej publiczności. Do fabryki samochodów czy motocykli wchodzi się w zasadzie tylko w zorganizowanej grupie, stąd możliwość zobaczenia rzeczy z bliska trafić się może zazwyczaj tylko w czasach szkolnych. Nasi uczniowie to wiedzą i dlatego takie wyjazdy cieszą się zrozumiałym zainteresowaniem. W grupie wycieczkowej zawsze są weterani, którzy takich wyjazdów zaliczyli więcej niż jeden. Są wśród nas zawsze absolwenci naszej szkoły, bo oni z Samochodówką identyfikują się w każdej sytuacji.
W tym roku złamaliśmy zasadę, która mówiła, że jest "to męski wypad". Tym razem w grupie wycieczkowej pojawiła się dziewczyna, która tajniki zawodu chce poznawać od podszewki. Ania spisała się dzielnie, choć chrzest bojowy za zbyt długie spanie musiała przejść jak każdy, kto spóźnia się na zbiórkę przy autokarze. W grupie pojawiło się też kilku uczniów klas pierwszych, co potwierdza regułę ciągłości pokoleniowej zainteresowanych zawodem samochodziarzy.
Ale do rzeczy...
Rozpoczęliśmy eskapadę od długiego, dwudziestogodzinnego przejazdu do Wenecji. Po drodze Czechy, Austria i wreszcie Włochy. Do Wenecji wjeżdża się zwykle od strony San Giuliano, długą groblą Via della Liberta na parking Tronchetto. Tym razem jednak było inaczej. Przyjechaliśmy od strony północnej drogą SP 42 do Punta Sabbioni, a stamtąd tramwajem wodnym w okolice Placu Św. Marka. Długi, kilkudziesięciominutowy rejs pokazał nam rozciągłość tego miasta usytuowanego na licznych wyspach, usianego zabytkami widocznymi z daleka. Po drodze mieliśmy jeszcze spotkanie z wielkim wycieczkowcem morskim, który wpływał właśnie do terminalu promowego przy San Giorgio Maggiore. My mali - on wielki, majestatyczny, o dźwięcznej nazwie Costa Deliziosa. Na Placu Św. Marka spotkaliśmy się z panią przewodnik, która oprowadziła nas po tym pięknym, zabytkowym mieście. Zaliczyliśmy oczywiście Ponte Rialto wybudowany w 1590 roku, plac
Campo San Giovanni e Paolo, przy którym znajduje się szpital miejski i inne ciekawe architektonicznie obiekty. Zwieńczeniem zwiedzania było wejście do bazyliki Św. Marka, aby obejrzeć niezliczoną ilość bizantyjskich mozaik pokrywających niemal całe wnętrze świątyni. W trakcie zwiedzania Marcin wraz z kolegami nakręcali teledysk. Ciekawe jaki będzie tego efekt.
Tramwajem wodnym wróciliśmy do Punta Sabbioni, a stamtąd do hotelu Apollo w miejscowości Lide di Jesolo.
Następnego dnia w planach były obiekty motoryzacyjne. Zaczęliśmy od Bolonii, gdzie jest fabryka motocykli Ducati. Zwiedziliśmy linię produkcji motocykli, zapoznaliśmy się z polityką ekspansji marki na kraje azjatyckie. Byliśmy w tej fabryce w 2010 roku, zauważyliśmy więc wyraźną różnicę w sposobie wytwarzania motocykli. Wtedy produkowano je systemem gniazdowym - jeden mechanik, jeden motocykl. Mechanik sygnował wyrób swoim osobistym numerem służbowym. Dziś te same motocykle produkuje się na linii montażowej, co zwiększa ilość wyprodukowanych sztuk, ale brak jest już tego klimaciku jednostkowej niemal produkcji.
Niestety w fabryce nie wolno fotografować, więc żadnych tajnych zdjęć nie mamy. Za to w przyfabrycznym centrum muzealno - informacyjnym kilka(set) zdjątek zrobiliśmy. Niektóre do obejrzenia w galerii.
Tego samego dnia pojechaliśmy w kierunku Modeny. W miejscu o nazwie San Cesario Sul Panaro, w prowincji Modena, odwiedziliśmy fabrykę samochodów PAGANI. W takim miejscu jeszcze uczniowie naszej szkoły w ramach wycieczki zawodoznawczej nie byli. Fabryka samochodów kojarzy się zazwyczaj z masową produkcją, robotami przemysłowymi i ogromną powierzchnią zakładu. Tu mieliśmy do czynienia z produkcją krótkoseryjną, prawie jednostkową. Zakład założony w 1992 roku przez Horacjo Paganiego produkuje - a właściwie rzeźbi i pieści - 35 samochodów rocznie (trzydzieści pięć sztuk) w seriach po 100 egzemplarzy. Nadwozia karbonowe, jednostki napędowe we współpracy z AEG i specjalistami Mercedesa, silniki o mocy 700 KM w dwuosobowych pojazdach. Kiedy zostaliśmy wprowadzeni na halę produkcyjną, to wyjaśniono nam, że to jest atelier a nie hala, a pracujący tam ludzie to nie mechanicy lecz artyści. Filozofia produkcji i sprzedaży zaciągnięta jako żywo od samego mistrza Leonardo da Vinci, co podkreślała pani przewodnik. Auta Huayra i Zonda w cenie od 2 do 7 milionów Euro za sztukę. Zamówiliśmy jeden egzemplarz dla szkoły, ale mamy problem z wpłatą zaliczki. Chyba nam nie sprzedadzą...

Po zakończeniu zwiedzania tego nietypowego zakładu udaliśmy się do pobliskiego Maranello, gdzie mieści się siedziba firmy Ferrari. Do fabryki na linię produkcyjną trudno się dostać i trzeba słono zapłacić, więc udaliśmy się do centrum muzealno - informacyjnego, aby obejrzeć ustawione tam maszyny. Zdjęcia ze zwiedzania obejrzycie w galerii, jest tam także kilka zdjęć z linii produkcyjnej. Nie pytajcie skąd je mamy, na pewno nie z internetu.
W Maranello można również zafundować sobie jazdę testową samochodem Ferrari, ale zaporowa cena za 15 minutową przejażdżkę skutecznie ostudziła zapał naszych wycieczkowiczów. W 2010 roku nasi uczniowie jeździli tymi autami przez niemal trzy godziny, ale i cena była umiarkowanie normalna.
Warto zwrócić uwagę, że okolica w której przebywaliśmy nasycona jest fabrykami sam
ochodów. Niedaleko - w  miejscowości Sant’Agata Bolognese między Bolonią a Modeną mieści się siedziba Lamborgini, a w Modenie De Tomaso.
Kiedy napatrzyliśmy się już na te wszystkie sportowe pojazdy, nadszedł czas wypoczynku, więc udaliśmy się do miejscowości Monte Catini Terme do hotelu Miro. Włoskie hotele klasy turystycznej nie grzeszą zbytnim luksusem, ale jeśli jest łazienka, czyste ręczniki, pościel i wygodne łóżko, to czego więcej trzeba turyście. Śpi i tak niewiele, bo większość czasu zajmują mu rozmowy i zabawy w towarzystwie przyjaciół. Na sen zostaje niewiele czasu. Potem niektórzy przesypiają śniadanie , pakowanie i zbiórkę. No i zaczyna się zabawa!
Następny dzień naszego zwiedzania miał charakter bardzo turystyczny. W planie była Florencja. To jedno z najpiękniejszych miast włoskich, stolica Toskanii. Ze względu na trudności poruszania się i parkowania w mieście autokarem, do Florencji pojechaliśmy lokalnym pociągiem. Kolejne ciekawe doświadczenie - jak wyglądają i jak kursują włoskie pociągi. Obyło się bez problemów i wysiedliśmy na dworcu kolejowym Santa Maria Novella. Tam spotkaliśmy naszą lokalną panią przewodnik, która oprowadziła nas po mieście, w którym pisarz Dan Brown osadził losy bohaterów swojej powieści pt. "Inferno". Kto nie czytał - niech żałuje.
Początki Florencji datowane są na 1000 rok przed Chrystusem. Z badań archeologicznych wynika, ze już wtedy istniała tu pierwsza osada. Znacznie później, bo dopiero w 59 roku, Rzymianie założyli tu kolonię weteranów, którą nazwali Fiorentina. Z czasem Rzymian zastąpili Longobardzi i Karolingowie. Około 845 roku Lothar, wnuk Karola Wielkiego, połączył hrabstwo Florencji z hrabstwem Fiesoli. W te
n sposób położono podwaliny pod przyszłe miasto. W międzyczasie wybudowano baptysterium (XII wiek - stoi do dziś!) oraz dwa kościoły.
W II połowie XIII wieku do władzy doszedł ród Medyceuszy. Pod koniec stali się nawet książętami oraz wielkimi książętami Toskanii. Po nich władzę przejęli Habsburgowie i Lotaryńczycy. Krótko rządy sprawował też Neapol. W końcu Toskania została przyłączona do zjednoczonych Włoch. Przez siedem lat począwszy od 1865 roku, Florencja była stolicą nowopowstałego państwa.
Tyle lekcji historii. My obejrzeliśmy zabytki tego miasta widoczne na każdym kroku. Poznaliśmy też renesansowe budownictwo miejskie. Przy Loggia del Mercato Nuovo pogłaskaliśmy Il Porcellino - dzika z brązu. Na pewno wrócimy do Florencji. Przespacerowaliśmy się po Ponte Vecchio - Moście Złotników, z zewnątrz obejrzeliśmy Galerię Ufizzi (1560 r.), odwiedziliśmy także Piazza della Signora z licznymi posągami. Zwiedziliśmy Bazylikę Świętego Krzyża, w
której pochowani są sławni Włosi: Michał Anioł, Galileo Galilei, Rossini. Jest to jeden z panteonów włoskich. Obejrzeliśmy także Katedrę Santa Maria del Fiore (zbudowaną w latach 1294-1423) ze słynną kopułą zbudowaną przez architekta Filippo Brunelleschi i wieżą - dzwonnicą Giotta.
W czasie przeznaczonym do samodzielnego zwiedzania niektórzy poszli obejrzeć słynny korytarz Vasariego z XVI wieku, który pozwalał Medyceuszom poruszać się między Palazzo Pitti a Piazza della Signora. Palazzo Pitti leży po zachodniej stronie rzeki Arno. W jego ogrodach toczy się akcja bohaterów Inferno Dana Browna. Należy pamiętać, że we Florencji urodził się i żył Carlo Collodi - twórca drewnianego chłopca Pinokia. Stąd w mieście jest bez liku pamiątek w takim właśnie kształcie i klimacie.
Z Florencji odjechaliśmy pociągiem z przeświadczeniem, że to miasto ma urok nakazujący tu wrócić i spędzić więcej czasu na zwiedzanie. Autokar ustawiony w bliżej dziś nieokreślonym miejscu (na parkingu był straszny brud!!!) zawiózł nas na miejsce odpoczynku i noclegu. Tym razem to miejscowość wypoczynkowa Chianciano i hotel San Antonio. Tam standard włoski - turystyczny.
Kolejny dzień wycieczki to Rzym. Po Rzymie nie jeździ się autokarem. Parkingi są drogie i nie ma zbyt wiele miejsc na zatrzymanie. Ale za to metro jest OK. Objechaliśmy Wieczne Miasto obwodnicą na stronę południową, aby wsiąść do metra i zajechać na stację Colloseum. Tam rozpoczęliśmy zwiedzanie. Zanim przyszła pani przewodnik (swoją drogą mieliśmy same kobiety za przewodników miejskich), mogliśmy samodzielnie pooglądać tę monumentalną budowlę. Amfiteatr Flawiuszów, bo tak się prawidłowo nazywa, został wybudowany w latach 70 - 80 naszej ery przez dwóch cesarzy rzymskich Wespazjana i Tytusa. W 445 roku został uszkodzony przez trzęsienie ziemi, a w 1349 roku z tego samego powodu zawaliła się część zewnętrznego pierścienia. Potem przez stulecia ruina służyła jako kamieniołom do pozyskiwania budulca. Z informacji pani przewodnik wiemy, że jeszcze 20 lat temu obiekt ten był otwarty i zbierali się w nim bezdomni. Dziś jest uznawany jako jeden z siedmiu nowych cudów świata.
W dalszej części zwiedzania obejrzeliśmy część Forum Romanum, a w nim tzw. Pępek Świata, czyli miejsce, skąd Rzymianie obliczali odległość swoich posiadłości od stolicy Cesarstwa. Weszliśmy na Wzgórze Kapitolińskie, gdzie naszym oczom ukazała się najpierw wilczyca z Romulusem i Romusem - legendarnymi założycielami Rzymu oraz pomnik Marka Aureliusza na koniu - jedyny pomnik, którego nie zniszczono po upadku Cesarstwa Rzymskiego. Na tle Vittoriano - Ołtarza Ojczyzny zrobiliśmy sobie wspólne zdjęcie. Obiekt jest uznawany przez Włochów jako Pomnik Nieznanego Żołnierza, a jest w nim pochowany król Victor Emanuel II, który jest twórcą zjednoczenia Państwa. Dalej udaliśmy się pod fontannę Di Trevi - jeden z najpiękniejszych obiektów w Rzymie. A tu czekała nas niezbyt miła niespodzianka - w fontannie nie było wody, bowiem akurat odbywały się prace konserwatorskie i sprzątanie sadzawki. Być w Rzymie i nie usłyszeć szumu wody w Di Trevi - straszne! Lody za to w lodziarni Di Trevi były doskonałe! Panteon zbudowany przez cesarza Agryppę w 27 roku p. n. e. zrobił na nas wielkie wrażenie za sprawą betonowej kopuły o średnicy ponad 40 metrów i pawie 8 metrowym otworem na jej szczycie. Potem jeszcze Piazza Navona i Fontanna Czterech Rzek oraz Plac Hiszpański i Hiszpańskie Schody - miejsce spotkań turystów z całego świata. Nas też. Dzień zakończyliśmy dojeżdżając metrem do stacji Ananina, skąd panowie kierowcy zabrali nas do miejscowości Fiuggi Terme do hotelu Brodway. Następny dzień to zwiedzanie Watykanu i kolejne obiekty w samym Rzymie.
Stolicę Włoch opuściliśmy z przeświadczeniem, że zobaczyliśmy tylko mały wycinek miasta. Zawsze można tam wrócić i znaleźć dla siebie coś ciekawego, bo to wielkie miasto nie tylko z zabytkami, ale z restauracjami, teatrami, muzeami i innymi atrakcjami.
Przed ostatnim miejscem naszego zwiedzania pojechaliśmy ponownie do Chianciano Terme, tym razem do hotelu Giglio. Następny dzień mieliśmy zarezerwowany na zwiedzanie Modeny, w której byliśmy wcześniej, ale wyłącznie pod kątem motoryzacyjnym. Tym razem kolej na samo miasteczko. Przeszliśmy się uliczkami miasta przyglądając się miejscowej architekturze. Z naszego punktu widzenia najciekawszym obiektem okazało się jednak muzeum Enzo Ferrari, gdzie zrobiliśmy sobie okazjonalne, wspólne zdjęcie. Okazało się, że Enzo Ferrari - genialny konstruktor i twórca marki urodził się i pracował właśnie w Modenie.

Pełni wrażeń ruszyliśmy w wielogodzinną drogę do Polski.
Jak zwykle wycieczkę zorganizowaną przez dr inż. Tomasza Kałaczyńskiego przygotowało Biuro Turystyczne KORSARZ z Poznania.
Autokar super bezpiecznie prowadzili panowie Przemek (jak zwykle) i pan Darek. Przejechaliśmy 4300 kilometrów, co nie jest naszym rekordem. Portugalii nic nie przebije.

Komentarz i opracowanie: mgr inż. Ireneusz Kulczyk

początek strony